Widełka

Jacek Brunon Poznanski "Magda. Pożegnanie z pokoleniem"

Reblogowane od Zielono w głowie:
 
"Magda, Polka urodzona w Anglii, wychowana przez babcię Helenę - sanitariuszkę w Powstaniu Warszawskim - mieszka i maluje we wschodnim Londynie. Zbiegiem okoliczności zjawia się na kilka dni w Warszawie z nadzieją spotkania ze Stefanem Wolskim, dowódcą jej babci podczas obrony Starego Miasta i ewakuacji kanałami. Również w Warszawie są towarzysze broni Stefana Wolskiego: Michał Praga, Jeremi Lange i Karol Modelski. Obecność Magdy zmusza ich do powrotu w przeszłość. Czytelnik książki "Magda. Pożegnanie z pokoleniem" staje się współuczestnikiem apokaliptycznych walk powstańczych i świadkiem tajemniczego wydarzenia, które miało miejsce w kanałach przed laty. Jest to zarówno wstrząsający, jak i intymny portret najlepszego pokolenia Polaków. To także portret młodej kobiety zagubionej we własnych dramatach - miłości i zdrady."
 
      O tym, że Powstanie Warszawskie jest dla mnie jednym z najważniejszych wydarzeń w historii Polski, pisałam Wam już niejednokrotnie. Wbrew wszelkiej krytyce, umniejszaniu jego roli, wbrew nieustannemu piętnowaniu tych, którzy do powstania doprowadzili i którzy brali w nim udział. Nie wdaję się w dyskusje dotyczące decyzji zapadających na najwyższych szczeblach wojskowej, konspiracyjnej władzy, bo zdaję sobie sprawę z tego, że niektórych z nich naprawdę ciężko jest bronić. Znam przyczyny, konsekwencje, wiem, dlaczego powstanie wybuchło i dlaczego upadło. To wszystko jest jednak dla mnie naprawdę mało istotne w obliczu spraw o wiele ważniejszych.

      Ja patrzę na ten zryw z punktu widzenia dziewczyny, którą byłabym, gdybym urodziła się w tamtym czasie i w tamtym miejscu. Nie zasiadałabym w dowództwie, nie podejmowałabym decyzji za całe miasto, za jej mieszkańców, za naród. Byłabym odpowiedzialna tylko za swoje własne wybory. Oczywiście trudno w dzisiejszych czasach zarzekać się, że na pewno wzięłoby się broń do ręki, założyłoby się biało-czerwoną opaskę na ramię i poszłoby się walczyć z Niemcami. Ciężko to sobie w ogóle wyobrazić. Można deklarować, że tak by się właśnie zrobiło, ale jaka byłaby nasza decyzja w chwili, gdybyśmy rzeczywiście zostali postawieni w takiej sytuacji? Obyśmy nigdy nie musieli tego sprawdzić... 

      Mimo tej świadomości zawsze przemawiały do mnie wszelkie argumenty, które sprawiły, iż spora część młodych Warszawiaków wyszła z ukrycia i poszła na barykady. Po to, by spróbować odzyskać honor i nie przynieść wstydu przodkom, którzy wbrew rozsądkowi walczyli o wolność w czasie poprzednich powstań narodowych. I chcę wierzyć, że byłabym jednym z nich, mimo beznadziejności walki, mimo z góry wiadomego wyniku. Poszłabym wierząc, że nadzieja potrafi z niemożliwego uczynić rzeczywistość. 

      O tym, w jaki sposób odczuwam powstanie, czym było dla mnie w chwili, gdy miałam 19-25 lat, czym jest teraz, mogłabym mówić bardzo długo - jeśli chodzi o ten temat, to ciężko mnie przegadać. Nie to jest jednak moim celem w tym momencie. Na rynku księgarskim co rusz pojawiają się kolejne pozycje mówiące o roku 1944. Opisujące, gloryfikujące, krytykujące - najróżniejsze. Patrzę na nie i niezmiennie przychodzi mi do głowy myśl: co jeszcze nowego można dodać w tym temacie? Wspomnienia po jakimś czasie zaczęły się powielać, a komentatorzy historyczni co rusz usiłują napisać coś oryginalnego, choć w rzeczywistości przerabiają tylko na nowo to, co zostało już powiedziane wcześniej... 

      Każdego, kto pyta mnie, co warto o powstaniu czytać, odsyłam głównie do książek Barbary Wachowicz. Jej sposób przeżywania, patrzenia na tamten czas, miniony, a jednak tak bardzo bliski sercu, jest podobny do mojego. Ona widzi CZŁOWIEKA, jego myśli, odczucia, jego nadzieje i marzenia, jego bohaterstwo i tchórzostwo, skupia się na jednostkach, nie na pokoleniu, na decyzjach podejmowanych w sercu żołnierza wyrosłego w konspiracji, a nie zapadających w gabinetach dowódców. Takie mówienie o powstaniu jest mi najbliższe i ono właśnie ukształtowało nie tylko moje spojrzenie na ten okres, ale także mój patriotyzm, miłość do Polski, do jej przeszłości i bohaterów. 



      Niedawno ukazała się powieść, która zwróciła moją uwagę samym już tytułem i zawartą w nim zapowiedzią swoistego połączenia międzypokoleniowego. Czytając o niej miałam wrażenie, że autor chce pokazać, iż powstańcy nie byli nierzeczywistymi bohaterami, odrealnionymi postaciami z przeszłości, kimś zupełnie od nas różnym. Wręcz przeciwnie - chce unaocznić czytelnikowi, że chłopcy i dziewczęta, którzy chwycili wówczas za broń, to byli dokładnie tacy sami ludzie, jacy żyją dzisiaj, chodzą wśród nas, którymi sami jesteśmy. Identyczni - z marzeniami, wierzeniami, przesądami. Zbuntowani, niejednoznaczni, kochający i nienawidzący... Niegodzący się z ograniczeniami, chcący wykrzyczeć światu w twarz, że istnieją i są godni, by ich szanować. Takie spojrzenie na Pokolenie Kolumbów zawsze zwraca moją uwagę.

      Przeczytałam książkę "Magda. Pożegnanie z pokoleniem" i mam po tej lekturze bardzo mieszane uczucia. Na całe nieszczęście najważniejsza w tym wszystkim jest kiepsko skonstruowana główna bohaterka. To młoda kobieta urodzona w Anglii, malująca obrazy odnoszące się do Powstania Warszawskiego i podążająca śladami swojej babci, sanitariuszki. Przez cały niemal czas miałam ochotę odepchnąć Magdę, poprosić, by wróciła do Londynu, zajęła się narzeczonym i przestała mi zasłaniać Historię. Najlepszymi fragmentami książki są te, dzięki którym przenosiłam się w czasie do powstańczej stolicy, uczestniczyłam nie tylko w walkach, ale przede wszystkim w rozmowach młodych ludzi, w ich życiu. Egzystencja Magdy szybko przestała mnie interesować. Chaotyczność jej czynów, niezrozumiałe decyzje, niejasne myśli i wnioski - to wszystko sprawiało, że wydawała mi się osobą, która nie ma pojęcia, czego szuka, nie wie, kim jest i po co w ogóle robi to, co robi.

      Fragmenty "Magdy. Pożegnania z pokoleniem", które przenoszą nas do Warszawy w trakcie powstania są pisane o wiele wyraziściej, klarowniej. Dialogi wciągają, chaos narracyjny zostaje opanowany. Paradoksalnie, wszystko staje się spokojniejsze. Zakładam, że taki właśnie był cel autora - pokazanie świata przeszłości jako czasu przepełnionego o wiele większym sensem, niż rzeczywistość, w której obecnie żyjemy.



      Trochę mi żal, że postać Magdy nie zdołała wzbudzić mojej sympatii, choć przecież powinnam się z nią w pełni identyfikować. Jest w końcu przedstawicielką mojego pokolenia, tego, które powstanie z lekka mitologizuje, dla którego chłopcy i dziewczęta sprzed siedemdziesięciu lat są wzorami godnymi naśladowania, ludźmi, którzy będąc w mojej sytuacji wznieśli się ponad strach i małostkowość. Chodząc po ulicach Warszawy nie zwracam uwagi na sklepy czy nowoczesne budynki - dla mnie stolica to niezmiennie miejsce pamięci. Widzę tablice, pomniki, włazy kanałowe, miejsca znane mi ze starych, czarno-białych zdjęć. Szukam murów, które pamiętają, które widziały. W taki sam sposób patrzy na Warszawę Magda, lecz jej wrażenia są zbyt pocięte i pourywane, bym była w stanie skupić się na nich tak, jak bym chciała.

      Podczas lektury spotykamy także ludzi, których zostało już tak niewielu. Tych, którzy kiedyś walczyli o wolność, o szansę na pokazanie światu, że Polak nie jest w stanie długo wytrzymać upodlenia. I ci ludzie, tacy jak Stefan Wolski czy Karol Modelski, postaci stworzone przez wyobraźnię autora na podstawie jego rozmów z prawdziwymi powstańcami, patrzą na przeszłość zupełnie inaczej niż Magda. Oni zmagają się z pamięcią o szczegółach, o tym, co zrobili, bądź czego zaniechali, co powinni byli uczynić lub czego robić nie powinni.

      Dla nich jest to także pamięć o rozczarowaniu. Nie potrafią zapomnieć sojusznikom zdrady i porzucenia Warszawy na pastwę wroga, ciężko im wybaczyć tym rodakom, którzy zdradzali dla świętego spokoju albo po to, by pokazać walczącym, że nie wszyscy są po ich stronie. Na ten temat w powieści pada wiele gorzkich słów. Wypomina się Miłoszowi nie tylko wymyślanie antybohaterów, ale także posługiwanie się w czasie okupacji litewskim paszportem, który dawał mu bezpieczeństwo jako sojusznikowi. Ma się pretensje do Szczypiorskiego, który sceną z "Początku" wcisnął w wyobraźnię przyszłych pokoleń obraz Polaków oddających się zabawie w chwili, gdy Żydzi ginęli za murami getta.



      Te dwa spojrzenia na Powstanie Warszawskie, tak różne, a jednocześnie zazębiające się, przenikające i uzupełniające, są bardzo ważnym elementem powieści. To motyw, dla którego warto ją przeczytać i przeżyć. O Powstaniu Warszawskim pamiętamy i pamiętać będziemy - wbrew nieustannie sączącemu się z różnych stron czarnowidztwu, wbrew krytyce, której końca nie widać, a która co jakiś czas przybiera na sile, szczególnie w okolicach jubileuszy. Będziemy pamiętać o ludziach, którzy zacisnęli pięści i postanowili pokazać, że nie wolno bezkarnie odbierać człowiekowi jego życia, marzeń, przyszłości. O tych, którzy nie chcieli, by krew przelana przez ich przodków poszła na marne.

      Do kin wchodzi właśnie film Jana Komasy "Miasto 44". Trailer mnie zachwycił, bo oto zobaczyłam powstanie takim, jakim widziałam je w wyobraźni od lat. To jest mój punkt widzenia, zwrócenie uwagi na to, co dla mnie w Powstaniu Warszawskim najważniejsze. Jestem niezwykle ciekawa, czy cały film jest wart mojego oczekiwania i nadziei w nim pokładanych. Trzeba pamiętać, że powstał nie tylko po to, by pokazać sierpień 1944 roku nam, Polakom. Najważniejszym zadaniem tego działa będzie uświadomienie widzom z innych krajów, jaką zbrodnią było pozostawienie walczących samym sobie, ile straciła Europa, gdy oddała Polskę wrogowi. Ma pokazać wspaniałych, inteligentnych, kulturalnych ludzi, którzy zostali zmuszeni do poświęcenia życia, młodzież, której odebrano to, co najważniejsze, bo nikt nie przyszedł im na ratunek. Oby "Miasto 44" było właśnie takie...


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 344 s.
Oprawa: miękka 
ISBN: 9788377854617


Historia Barbary Giżanki.

Reblogowane od Zielono w głowie:
 
"Historia Barbary Giżanki, pięknej mieszczki, która miała być jedynie narzędziem w rękach ambitnego rodu Mniszchów, a stała się ostatnią miłością króla Zygmunta Augusta.
Jest schyłek 1570 roku. Niemal od dwudziestu lat Zygmunt August opłakuje Barbarę Radziwiłłównę. Jej przedwczesna śmierć, kolejne nieudane małżeństwo — tym razem z Katarzyną Habsburżanką — i brak następcy tronu powodują, że starzejący się król utracił już nadzieję na odmianę losu. Niespodziewanie na jego drodze staje kobieta łudząco podobna do zmarłej Radziwiłłówny. Barbara Giżanka, kupiecka córka, sprawia, że król odzyskuje wolę życia i ponownie zaczyna marzyć o szczęściu. Ale piękna kupcówna nie dzieli z królem jedynie łoża. Jej wpływ na króla jest coraz większy, co wzbudza nienawiść dworzan i szlachty. Jak długo Barbarze uda się wieść dostatnie życie na dworze i zachować miłość króla…?"
 
 
      Dawno, dawno temu był sobie król, którego życie nie było bajką. Piękny i bogaty, był jednocześnie bardzo nieszczęśliwy. Pokochał kobietę, której nie miał prawa poślubić, a gdy zrobił to wbrew wszystkiemu i wszystkim, odebrała mu ją straszliwa choroba. Od tej chwili każdy jego uśmiech był wymuszony, a w spojrzeniu na zawsze zastygło cierpienie. Postarzał się, zaczął chorować, przestał liczyć na to, że jeszcze kiedykolwiek zazna miłości. I w chwili, gdy zrezygnowany król oczekiwał już tylko na śmierć, los postawił na jego drodze kobietę, która do złudzenia przypominała mu jego ukochaną żonę. Tak bardzo chciał wierzyć w przeznaczenie, że nie widział spisków, nie zauważał macek, jakimi został omotany przez żądnych władzy i bogactw ludzi. Nie przyjmował do wiadomości oczywistości, rzucił się zaślepiony w ostatnie promienie radości jakie mu pozostały. Oszukiwany i wykorzystywany, zmarł samotnie pogrążywszy w chaosie kraj, którym władał. Ci, którym ufał do końca, nie zwracając uwagi na majestat łoża śmierci, rzucili się, by rozgrabić to, co do zagarnięcia jeszcze zostało. Kronikarz zanotował: "Po skonaniu króla taki okropny widok opuszczenia przedstawiał nieboszczyk, iż nie było czem przykryć nagi trup jego"*...
 
Jan Matejko, Śmierć Zygmunta Augusta
 
      Mniej więcej tak, w wielkim skrócie, można opisać dzieje Zygmunta Augusta, władcy, którego miłość do Barbary Radziwiłłówny od lat rozpala wyobraźnię wielbicieli sentymentalnych historii. Syn Bony Sforzy i Zygmunta Starego utknął w wyobraźni rodaków jako bohater wielkiego romansu i nie ma zmiłuj - mało kto wie o nim coś więcej. Tymczasem król ten był zapalonym reformatorem, tolerancyjnym i szanującym inne poglądy, ostatecznym twórcą Rzeczpospolitej Obojga Narodów, wielkim mecenasem literatury i sztuki.  Dla mnie osobiście był przede wszystkim ostatnim monarchą z dynastii Jagiellonów, tym, przez którego wygasł potężny ród, a Polska pogrążyła się w chaosie elekcyjnym. 
 
      To nie jego wina, że nie miał dzieci? Mam zupełnie inną teorię. Życie prywatne Zygmunta Augusta, podobnie jak Henryka VIII w Anglii, niezwyklewpłynęło na historię i losy naszego państwa. Jest wielkie prawdopodobieństwo, że gdyby syn Bony nie zaraził się w młodości syfilisem, to nie stałby się bezpłodny, mógłby mieć następcę tronu i dynastia trwałaby nadal. Idźmy dalej - gdyby król nie chorował, a jego organizm nie byłby coraz bardziej wyniszczany, być może nie popadałby z biegiem lat w coraz głębszy marazm, zwracałby uwagę na to, co dzieje się wokół niego, nie pozwoliłby fałszywym doradcom oplatać go kolczastymi pędami intryg i spisków, a tym samym skarb państwa nie byłby w zastraszającym tempie trwoniony na kolejne kochanki, nagrody, łapówki... Dla mnie Zygmunt August jawi się przede wszystkim jako człowiek, który miał zadatki na wielkiego, mądrego monarchę, ale który poprzez nadmierny pociąg do kobiet stał się wrakiem ciągnącym Rzeczpospolitą do upadku. Prowadząc inny tryb życia nie rujnowałby kraju na faworyty, a wizerunek władcy zachowałby autorytet. Miłość do Barbary Radziwiłłówny odegrała w tym wszystkim rolę całkiem sporą, ale nie najważniejszą. Utrata ukochanej sprawiła przypuszczalnie, iż władca nie miał chęci walczyć z chorobą, poddawał się jej, by w końcu, w wieku pięćdziesięciu lat, stać się staruszkiem noszonym przez dworzan na rękach. Paweł Jasienica pisał, że "osobowość Zygmunta Augusta pozostawiła w historii niezatarte ślady."** Szkoda, że Polska nie wyszła z tego tak obronną ręką, jak Anglia po aferach henrykowskich.
 
      Mimo wszelkich pretensji jakie osobiście żywię do ostatniego Jagiellona jego postać i jego czasy interesują mnie w sposób szczególny (ot, takie gadanie - każdy okres historyczny interesuje mnie w sposób szczególny). I bardzo, bardzo się cieszę, gdy ktoś spogląda na niego nie tylko przez pryzmat stosunków władcy z rodziną Radziwiłłów. Renata Czarneckajest jedną z niewielu pisarek, które na polskim rynku wydawniczym usiłują wypełnić wielką czarną dziurę. Owa otchłań bez dna powinna być sukcesywnie wypełniana powieściami opowiadającymi o naszej historii, o dziejach ludzi, których losy wcale nie są mniej ciekawe od życiorysów opisywanych przez Philippę Gregory, Christophera W. Gortnera, Michelle Moran, przez Sandrę Gulland, Juliet Grey, Alison Weir i innych. Niestety, idzie to naszym powieściopisarzom jak krew z nosa, ale tendencja jest wzrostowa i może dzięki takim nazwiskom jak Cherezińska, Stachniak i Czarnecka, jak Wollny, Piekara czy Komuda beletrystyka mówiąca o polskiej historii będzie się mnożyć. Dopisałabym Szczęsnowicz, ale ciągle nieznane są losy wyczekiwanych przeze mnie z utęsknieniem "Rufina Piotrowskiego przypadków", dodałabym także chętnie Wiktora Trojana, ale po błyskotliwym debiucie pod postacią "Axis Mundi" zrobiło się o nim cicho i głucho.
 
      Wracając do autorki "Barbary i króla", którą to książkę bezskutecznie usiłuję zrecenzować, bo zaplątując się w dygresje i historyczne teorie znowu zaczynam gubić wątek... Renata Czarnecka napisała już kilka świetnych powieści dotyczących dziejów Polski. Może pamiętacie, jak bardzo wciągnęła mnie opowieść o kapeluszniczce królowej Bony? Zachwycił mnie wówczas specyficzny klimat, który panował w "Signorze Fiorella" - niezwykle obrazowo ukazany renesansowy Kraków, a jednocześnie duszna atmosfera ciemnych komnat i wąskich korytarzy Wawelu, intryganci kryjący się za każdym gobelinem, karierowicze szepczący do ucha władcom, unoszący się wszędzie dym z palących się świec i atmosfera żalu, zawiedzionych nadziei, wzajemnych pretensji. Autorka traktuje pióro niczym pędzel malarza,plastyczna sugestywność jej stylu zaczarowuje mnie na długie godziny spędzone nad lekturą. "Barbara i król" konsekwentnie przenosi czytelnika dokładnie w ten sam świat, który wcześniej został wykreowany przez pisarkę w "Signorze Fiorelli", opowiadającej o tym, co działo się w Polsce już po śmierci Zygmunta Augusta, a także w "Królowej w kolorze karminu", zbeletryzowanej biografii Barbary Radziwiłłównej. 
 
      Opowieść o tragicznej miłości Zygmunta do litewskiej szlachcianki, będąca debiutem pisarki, na razie mnie do siebie nie przekonała - rozwlekła, pełna niepotrzebnych, niewiele wnoszących do treści opisów, scen i dialogów, a przy tym zbytnio przeładowana nie zawsze uzasadnionym dusznym erotyzmem, okazała się dla mnie ciężkim orzechem do zgryzienia. Niemniej jednak doceniam drzemiący w tej książce olbrzymi potencjał, bo napisana jest z wielkim talentem, a przy tym z dbałością o wierność źródłom. Mam nadzieję, że doczekam się odpowiednio przeredagowanego nowego wydania. Z kolei "Signora Fiorella" była już zdecydowanie lepiej przemyślana, konstrukcja stała się lżejsza, a świat przedstawiony magnetyzował mnie od pierwszej strony. Idealnie wyważona, wspaniale ukazywała krakowski dwór Henryka Walezego i jego otoczenie. W przypadku "Barbary i króla" zabrakło mi odrobinę większej dbałości o pogłębienie tła, tutaj znów opisów mogłoby być więcej, ale jest to drobne zastrzeżenie, które wcale nie przeszkadzało mi w przeczytaniu tej powieści już dwa razy i w pokochaniu jej tak, jak na to zasługuje. 
 
Tadeusz Popiel, Zygmunt August i Barbara Giżanka 
(nadanie szlachectwa czy też dokument przyznający jakiś zameczek na własność 
sprytna dziewczyna w ręku trzyma?)
 
      Jako się rzekło na okładce, jest to historia "ostatniej miłości Zygmunta Augusta". A Barbara Radziwiłłówna wcale ostatnią nie była, choć z tego, co mi wiadomo, dla większości czytelników była to pierwsza myśl po zerknięciu na obwolutę powieści Czarneckiej. I właśnie tu się kłania odwieczne przekonanie, że jak Zygmunt August, to Radziwiłłówna. A tymczasem była sobie piękna warszawska mieszczka, która miano na chrzcie takie samo jak zmarła królowa otrzymała (wybaczcie napadającą mnie czasem chęć korzystania z dziwnej, niedzisiejszej składni, ale tyle się ostatnio historii naczytałam, że samo jakoś tak wychodzi). Barbara Giżankazostała wygrzebana z klasztoru, w którym jakoweś nauki pobierała, przez królewskiego dworzanina Mikołaja Mniszcha, któremu po tym, jak zauważył jej niezwykłe podobieństwo do ukochanej Zygmunta, w momencie zaczął klarować się w głowie plan zdobycia zaszczytów i bogactw, o jakich się zwykłemu pokojowcowi śnić nie powinno.
 
      Giżanka została królowi pod nos podstawiona - Renata Czarnecka skłania się ku teorii, iż to właśnie ją monarcha zobaczył w lustrze Twardowskiego. Zygmunt August, schorowany, cierpiący, nieustannie tęskniący za zmarłą żoną, był tak bardzo spragniony szczęścia i miłości, że niemal bez wahania uznał wygląd kupieckiej córki za znak i szybko uczynił ją swoją pierwszą faworytą. Czy kochał ją prawdziwie, czy tylko szukał ciepła i uczucia, za którymi tęsknił rozpaczliwie? Czy Barbara żywiła do niego jakiś afekt, a może była wyrachowaną karierowiczką? Kto był ojcem jej dziecka, skoro oczywistością było dla wszystkich, iż król jest bezpłodny? Czy konkubina brała udział w grabieniu królewskiego mienia po śmierci Zygmunta? Na tepytania autorka usiłuje znaleźć logiczne odpowiedzi i przyznać trzeba, że udaje jej się to perfekcyjnie. Podobnie jak Philippa Gregory w swoich powieściach historycznych, Renata Czarnecka nie stawia przed nami gotowych odpowiedzi, nie twierdzi, że było właśnie tak, a nie inaczej i koniec dyskusji. Snuje teorie, zakłada pewne rzeczy, a jednocześnie zostawia otwartą furtkę domysłom i dywagacjom. Pozwala nam na to, byśmy mogli sami zdecydować, która wizja jest nam najbliższa. 
 
      Świat przedstawiony, bohaterowie, wydarzenia - wszystko to przed naszymi oczyma zostaje żywcem przeniesione z XVI wieku, rozłożone na kartach powieści i mimo chęci, by samodzielnie snuć teorie, nie można oprzeć się wrażeniu, że wszystko odbyło się dokładnie tak, jak zostało tutaj opisane. A zadanie miała autorka niełatwe, bo o Barbarze Giżance wiadomo bardzo niewiele. Informacje, którymi dysponujemy stały się punktem wyjścia do stworzenia spójnego obrazu kilku ostatnich lat życia Zygmunta Augusta, stosunków panujących na dworze królewskim w Warszawie, postaci Anny Jagiellonki (fantastycznie odmalowanej już w "Signorze Fiorelli") i całej watahy pasożytów ubranych w stroje dworzan. Zabrakło mi drobnego szczegółu - klamry zamykającej powieść. Akcja prologu toczy się już po śmierci króla, widzimy Barbarę, już wówczas żonę księcia Woronieckiego, składającą hołd królewnie i oczekującej ze strony siostry byłego kochanka łaski i gestu sympatii. Następnie cofamy się w czasie i poznajemy historię Giżanki od początku. Po zamknięciu książki czułam, jakby całość nie została należycie zamknięta, wzięta w ramy, nie było dalszego ciągu konfrontacji Barbary i Anny - co się stało później, jakie były losy królewskiej konkubiny, gdzie podziała się jej córeczka? Ten drobny brak nie psuje jednak wcale całokształtu i nie przeszkadza cieszyć się świetną powieścią.
 
      Nie tylko prawda dziejowa czy świetnie oddane realia renesansowe sprawiają, że powieść tę czyta się na jednym oddechu, nie śpiąc, nie jedząc i wchodząc z nią do wanny:) Fabuła tylko wówczas będzie kompletna, gdy świat przedstawiony będą zaludniać żywi bohaterowie. A tutaj każda postać, od monarchy po pazia, jest znakomicie psychologicznie umotywowana, prawdziwa do bólu, kompletna. Emocje, które nimi targają - obojętność, miłość, namiętność, nienawiść - pozwalają nam na okazywanie im sympatii bądź niechęci, niczym żywym ludziom otaczającym nas na co dzień. Świetnie skonstruowana sylwetka Gizowej, oparta na pogłoskach, jakoby rodzina Barbary zaczęła się na zamku szarogęsić jak u siebie, przypominała mi chwilami postać kniahini Kurcewiczowej z "Ogniem i mieczem" targującej się ze Skrzetuskim o Helenę. Najciekawszymi postaciami są bracia Mniszchowie, których wyrachowanie i dążenie do władzy stało się już niemal legendarne, oraz Zuzanna Orłowska, faworyta walcząca do końca o królewską łaskę. Trochę niedoceniony został Lorenz Duhr, astrolog, medyk, wróżbita, człowiek o wielu talentach, który w naszej świadomości na wieki wieków utknął na księżycu:) 
 
Twardowski wywołuje ducha Barbary - szkic Jana Matejki 
(przysięgam, że byłam pewna, iż to Szancer namalował - popatrzcie na Twardowskiego!)
 
      Pochodzący z Niemiec nadworny lekarz Albrechta Hohenzollerna wylądował na dworze Jagiellonów w chwili, gdy Zygmunta Augusta naszła ochota na wywołanie ducha zmarłej żony. Spolszczoną wersję jego nazwiska wysnuto od łacińskiego słowa "durus", czyli "twardy". W powieści znajdziecie niezwykle intrygująco opisaną scenę seansu, podczas którego król zobaczył w lustrze postać Radziwiłłówny. Na moją wyobraźnię, złaknioną tajemniczych i niesamowitych opowieści opartych na prawdzie, zawsze niezwykle działało lustro znajdujące się w kościele w Węgrowie, a które ponoć do Twardowskiego właśnie należało. Dziwy się o tym zwierciadle opowiada. Wisi ono wysoko w kościelnej zakrystii, żeby nikogo nie kusiło szukanie w nim wizji przyszłości. Byli podobno tacy, którzy ją w nim ujrzeli...

Na ramie lustra widnieje napis: Bawił się tym lustrem Twardowski, magiczne sztuki czyniąc, 
teraz przeznaczone jest na służbę Bogu 
(przyjrzyjcie się uważnie, może coś tam siedzi w tym lustrze...)
      W kilku słowach: "Barbarę i króla" przeczytać trzeba, trzeba ją mieć i postawić na półce z najukochańszymi powieściami, co też niżej podpisana uczyniła już dawno. Jest to konieczność, żeby nam autorka pisać nie przestawała. Na kolejne biografie Renaty Czarneckiej czekać trzeba, choć niekoniecznie gryząc paznokcie, jak to robi wspomniana niżej podpisana. A co jeszcze warto? Warto wiedzieć, doczytywać, poszukiwać smaczków, którymi historia jest przepełniona, warto poznawać naszą przeszłość, bo jest pasjonująca.
 
Zapraszam na: Zielono w głowie

TEATR JEDNEGO AKTORA

Reblogowane od Cygan:
Popioły - Stefan Żeromski

Nie przeczytałbym tej książki. A jeśli nawet to bardzo powoli, kartka po kartce. Męczyłbym jak „Ulissesa”. Zaglądał, czy daleko do końca. Ciężko wzdychał, że to dopiero połowa pierwszego tomu - a przede mną jeszcze dwa. Szumy i szelesty słów - co prawda polskich, ale nieużywanych już od bardzo dawna - męczyłby oczy i zwoje nerwowe. Przyzwyczajenie do prostych i klarownych rozwiązań buntowałby się przed dziwnymi zabiegami autora – kto w końcu jest głównym bohaterem(?), dlaczego wątki się rwą(?), czemu są niedokończone(?).

 

Ale zdarzył się mały przypadek. Przypadek? W każdym razie nagranie czekało spokojnie na właściwy moment. A kiedy się doczekało okazało się spotkaniem z absolutnym mistrzem słowa mówionego, z teatrem jednego aktora. Henryk Pijanowski przeczytał tę powieść brawurowo. Wiele razy łapałem się na tym, że słucham bardziej tego co lektor potrafi zrobić z językiem, niż samej treści książki.

 

Czy mogę polecić Popioły Żeromskiego? Specyficzny dawny styl, trudne słownictwo i jeszcze dawniejsze czasy opisane w sążnistej powieści historycznej. Hmm... Ale za interpretację, lektorowi należy się pięć i pół gwiazdki. I to wystarczy, żeby sięgnąć po tego dokładnie audiobooka.

Reblogowane od magdalenablanka:
"Powinno być inaczej
coś takiego nie miało
prawa sie zdarzyć
w ogóle

że pojawisz sie bez zaproszenia
a moje układa się
na Twoich kolanach jak zdradziecki kot
ukojony ciepłemniespełnionych obietnic
"

Mr.Pebble i Gruda /Mariusz Ziomiecki

O MIŁOŚCI?

Reblogowane od Cygan:
Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak - Jacek Hugo-Bader

Opinię na temat JHB już mam. Nie zmieniła tego jego najnowsza książka. Od zwrotu o „oplataniu spojrzeniami” trzęsie mnie już nie tylko wewnętrznie (nie mnie jednego). Nie pomogła nawet jego modyfikacja i „nowe ciuszki” nałożone na tekst wyskakujący co rusz jak królik z kapelusza. Ale te moje nerwowe komentarze dotyczą stylu (lub osobowości autora). Tej bezczelności nie tylko w pisaniu, która pozwala mu wcisnąć się tam, gdzie inni nie mieliby szans.

 

I może tylko dlatego powstała książka zdecydowanie warta przeczytania bo... lekko niemożliwa. Różna od wszystkich lepszych lub gorszych dzieł powstających w bardzo hermetycznym środowisku wspinaczy gór wysokich. Napisana na podstawie obserwacji z boku. Ale obserwacji w środowisku, do którego zwykli śmiertelnicy nie mają i nigdy mieć nie będą dostępu.

 

JHB jest dobrym reporterem. Widzi bardzo dużo. Nie zapomina. Kojarzy fakty. Nie daje się zmanipulować. Pretensje można mieć do jego wizji, oglądu rzeczywistości. Ale nie do błędnych obserwacji.

 

Nie napisał jednego złego słowa wprost. Ale mam wrażenie, że perfekcyjnie „odarł” - co za słowo(!) - himalaizm z ideologicznych zachwytów dla ceprów. Zachwytów, którymi karmią książki o górach, przemówienia działaczy i listy do sponsorów wypraw wysokogórskich. I mam takie dziwne przekonanie, że i tak otrzymujemy w książce historię w wersji „soft”.

 

A tak na koniec. Rzeczywiście dostajemy do ręki historię o miłości. Choć nie tak i nie takiej jak wymyślił sobie autor przed powstaniem książki.

Kęs rozrywki w szybkim tempie

Reblogowane od Druga strona:
Bezcenny - Miłoszewski Zygmunt

Bezcenny to powieść sensacyjna pełną gębą. Są pościgi, strzelaniny, szpiedzy, płatni zabójcy i mocarstwa z tajemnicami. W tle afera polityczna i spiskowa teoria dziejów II Wojny Światowej oraz zaginione działa sztuki, które Polska tak usilnie próbuje odzyskać, że decyduje się na akcję incognito, która dla członków owej eskapady ma się zakończyć w sposób ... no, dosyć ostateczny.

 

Postacie są z lekka przerysowane, czasem nawet irytujące, ale do polubienia. Fabuła przypomina powieści amerykańskie przez co miałam wrażenie, że już to gdzieś czytałam i nie ukrywam, że czasem powodowało to moje lekceważące parsknięcie. Pomysły na rozwój wątków były zaskakujące i jak to w sensacji bywa mało realistyczne, no ale ma się przecież dziać i to na całego! Toż to fikcja a nie rozprawa historyczno-polityczna.

 

Zatem jako powieść sensacyjna książka ta się sprawdziła. Nieustanne zwroty akcji, emocje, dynamizm (choć nie bohaterów), moją sympatią cieszyły się fragmenty o malarstwie. Jako całość wciągająca i dająca niezły kęs rozrywki w szybkim tempie z lekką narracją i humorem.

Move Your Shelves

Reblogowane od BookLikes:

Building or moving your shelves can be tricky, especially if your collection is quite big. But we have the solution, everything is possible on virtual bookshelf. From now on your can easily organize and move your shelves on BookLikes.  

 

You can move thematic shelves and put them in your own order, e.g. alphabetic, by book count, literary genres, authors, years, challenges...

 

Here's how: when you hover over the shelf name you'll see black arrows on the left. Click, hold and drag the shelf up or down to the desirable position. 

 

New shelves will be added on the top of your thematic shelves list, then you can change their position. 

 

So what are your shelf arrangement ideas? 

 

Tips

To find friends on BookLikes, connect your social media in Settings and use find friends option is Friend's Tab. You can also invite your friends - just paste friend's e-mail address in invite box and click Invite. You have 10 invitations but if you need more, just let us know :)

 

 

pic source: via

Wyprzedaż! Książki od Znaku za 9,90 i 19,90 PLUS rabat 100zł

Reblogowane od Druga strona:

Uwaga! Rewelacyjna wyprzedaż od wydawnictwa Znak! Do 31 stycznia, czyli do dziś, można kupić książki za niecałe 10 i 20 złotych. Nie wiem jak wy, ale ja nie mogę się oprzeć takiej okazji. Jeżeli wy również to zajrzyjcie tutaj.

 

Minimalna kwota w koszyku, aby skorzystać z rabatowych cen, to 69 złotych. Dodatkowo, dla tych, którzy się rozpędzą i nazbierają w koszyku książek za 200 złotych, czeka miła niespodzianka w postaci kuponu rabatowego, który obniża cenę o 50%. W okienko kod rabatowy należy wpisać: 100PLN i cała stówka zostanie odjęta od rachunku.

 

Ja już się wybrałam i czekam na 12 pozycji!! Całe szczęście, że są Paczkomaty więc uda mi się ukryć ten proceder przed moją drugą połówką ;)

 

Oto niektóre pozycje, na które się pokusiłam. Miłego buszowania w książkach!

A wy coś wybraliście?

Źródło materiału: http://swiatczytnikow.pl/ksiazki-znaku-w-papierze-po-990-zl-kod-na-100-zl

Zakładki warte książki

Reblogowane od Druga strona:

Wyglądają magicznie.

 

via

 

via

 

via

 

via

 

via

 

via

New Posts on Your Dashboard Reminder

Reblogowane od BookLikes:

Your Dashboard has just received new option. You don’t have to worry that you’ll miss your friends' posts anymore. We’ll remind you about new ones.

 

Previously, to view all reviews, posts and shelf updates published by blogs you follow, you had to refresh the Dashboard. Now you’ll see a reminder note above the stream that there are new posts ready to be read.

 

 

Just click it to view new posts and bookshelf updates on your Dashboard added by your friends and followings once you were reading a book or taking a bath. 

 

The reminder note will be also visible in the browser's tab title letting you stay up to date and informed about the number of new texts on BookLikes while browsing other webpages. Cool? Not a modest approach but we love it!

 

Hope you'll find it useful as well :)

 

Tips and Updates

 

To make shelving books easier and faster, use "Shelve it!" option available on your Shelf page.

 

Drag the button to your bookmark bar and click "Shelve it!" on the bar while browsing other sites (e.g. Amazon...) to add books to your shelf directly from the sites.  

Weź i poczytaj w pociągu

Reblogowane od Druga strona:

"Weź i poczytaj". Pod takim hasłem Goethe Institut promuje modę na czytanie.

 

Od grudnia w wybranych pociągach PKP Intercity i kawiarniach w Warszawie i Krakowie można wypożyczyć antologię z fragmentami 12 książek niemieckich pisarzy wydanych w Polsce na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Tym samym Instytut chce zachęcić czytelników do zapoznania się ze współczesną literaturą współczesną. Przyznaję się, że przydałoby mi się.

 

Świetny pomysł, świetne hasło, nic tylko wsiadać do pociągu i czytać! Swojego czasu w pociągach pochłonęłam sporą liczbę stronic. Teraz komfortowo wożąc się autem straciłam  możliwość umilania sobie podróży lekturą, a do audiobooków jakoś nie mogę się przekonać.

 

Jeżeli ktoś szykuje się na świąteczną podróż pociągiem, polecam.

Więcej o akcji tu.

The 2013 Christmas Checklist

Reblogowane od BookLikes:

 

Are you ready for Christmas time? Well, it's high time, it's one week left! Make sure your gifts are wrapped, shirts ironed, bellies empty and books ready.  We've prepared a checklist, just to make sure. 

 

 

Have you managed to find gifts for all your loved ones? If you still have no clue what to buy for Christmas, here are several things that can be found on every book lovers' gift list (Spotted on Silver Thistle. See more gifts for book lovers: 20 Gift Giving Ideas for Book Lovers...).

 

Dear Santa, here's our list: Bookopoly board game (read, play and have fun!), bookish phone charger and bloody good bookmark! (click image to go to blog)

 

 

Book-love found some more which could be divided into gifts in modern style: bookish lamp, book-scented perfume and Macbook Book-Case (we're sure it will fit others too), and more romantic with the spirit of the past: Penguin classic-inspired matchboxes, book-scented candle and personalized library embosser. And there's more here: 24 Insanely Clever Gifts For Book Lovers. (click the image to go to blog)

 

 

 

If you still don't feel like it's Christmas, we encourage you to try some craft projects which will put you in Christmas spirit and bring new decorations for your home and Christmas tree. Themis-Athena's Garden of Books found 7 Bookish Craft Projects to Put You in the Christmas Spirit (click images to go to blog).

 

 

 

Don't forget about Christmas Tree. It doesn't have to be huge or real tree, remember to make it look special. Here are some hints from Books2day and Expendable Mudge Muses Aloud how to make it extraordinary (click images to go to blogs).

 

 

 

 

Christmas time and family dinners require smart style. But don't resign from your individual look. Dress accurately to situation but with bookish touch :-)

 

  

Bookish skirt found on Mismatched Bookends blog, and Jane Austen Purse by Silver Thistle (click images to go to blogs).

 

 

It's holidays! Make sure you have enough book to fill up your leisure time. Christmas time is free from school, work, professional duties. And this all meas more reading time (after you cope with all Christmas duties)! You can follow December releases spotted by Debbie (see really impressive list of December new books here: December New Releases):

 

Or discover books matching the season: Snow, Ice and Cold Books listed on Kinga's Books blog:

 

and Great Wintery Reads presented by Peace ☮ Love ♥ Books blog:


 

 

We just couldn't r resist. Those cuties a la reindeer made our day :D

 

    

(via Tullia blog)

 

Do it on your own risk, though. The animals might not see your idea as "super-duper-funny-oh-you-look-so-cute!". Then just run ;-)

 

P.S. If you don't celebrate Christmas. Just hang in there and survive. We send you warms hugs. Find a peaceful place without jingle bells and all the blinks. Our survival winter kit can be useful as well: blanket, hot tea with raspberry marmalade and a good book in your hand. And enjoy your free time.

 

Winter Hugs for all ;-)

24 Insanely Clever Gifts For Book Lovers

Reblogowane od Book-love:

Text  from: http://www.buzzfeed.com/alannaokun/insanely-clever-gifts-for-book-lovers

 

1. Handy Bookmark

Handy Bookmark

For the meticulous type who wants to mark exactly which line they left off reading.

2. Clip-On Reading Light

Clip-On Reading Light

For the night-owls-cum-four-eyeses.

3. Floating Bookshelves

Floating Bookshelves

For fans of WITCHCRAFT.

4. Book-Style Tissue Box

Book-Style Tissue Box

For those moments that are just too moving.

5. Transparent Book Weight

Transparent Book Weight

For pages that demand to be kept flat (especially during times of food and/or booze consumption).

6. Talkative Bookmarks

Talkative Bookmarks

For the person who needs help distinguishing between the teetering pile of books on their bedside table.

7. Macbook Book-Case

Macbook Book-Case

For cushioning the blow.

8. Book-Shaped Light

Book-Shaped Light

For illuminating ideas.

9. Fishbowl Bookends

Fishbowl Bookends

For high-minded sea critters.

10. Penguin Classic-Inspired Matchboxes

Penguin Classic-Inspired Matchboxes

For the slightly pretentious yet endearingly immature.

11. Thumb Ring Page Holder

Thumb Ring Page Holder

For the lying-downers and the one-handers.

12. Book-Scented Perfume

Book-Scented Perfume

For anyone looking to seduce the noses of the world.

13. Book-Scented Candle

Book-Scented Candle

For the person who wants their house to do the seducing for them.

14. Leg Bookmarks

Leg Bookmarks

For a reader with a twisted sense of humor.

15. Bloody Bookmark

Bloody Bookmark

No, wait, this one.

16. Bed Prism Glasses

Bed Prism Glasses

For the deeply, deeply lazy.

17. Page-Wrapped Pencils

Page-Wrapped Pencils

For the daydreamers who need a quick hit at work or school or wherever they happen to be (many titles available).

18. Bedtime Story Duvet Cover

Bedtime Story Duvet Cover

And for the one who prefers them in bed.

19. “Your/You’re” Teacups and Saucers

For the die-hard grammarian.

20. Inverted Bookshelf

Inverted Bookshelf

For the gravity-defier. Directions here.

21. Personal Library Kit

Personal Library Kit

For the lender.

22. Personalized Library Embosser

Personalized Library Embosser

And for the lender who wants to leave a mark.

23. Book Tent

Book Tent

For the adventurer.

24. Automatic Reading Light

Automatic Reading Light

For anyone who wants their lamp to switch off when they place their book on top(i.e. everybody).

Gdy poezja spotyka muzykę

Reblogowane od Literatka kawy.:

Nie wyświetlają się clipy? Kliknij tutaj

 

 

Do ostatniego numeru Toposu został dołączony tomik Kartki na wodzie autorstwa Leszka Aleksandra Moczulskiego. Gdy tylko zobaczyłam nazwisko autora nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już je słyszałam. Próbowałam sobie przypomnieć, czy czytałam już kiedyś jego wiersze, jednak nazwisko to zupełnie nie kojarzyło mi się z literaturą, lecz z muzyką. No cóż, być może to zwykła zbieżność nazwisk.

 

Okazało się jednak, że miałam rację. Otóż pan Moczulski jest twórcą tekstów wielu piosenek i to nie tylko tych, które dzisiaj określa się krzywdzącym mianem poezji śpiewanej. Utwory opatrzone taką 'łatką' często postrzega się, zresztą całkiem bezpodstawnie, jako coś trudnego w odbiorze, przeznaczonego dla wyjątkowo wymagającego odbiorcy. O ile tych szanse na usłyszenie takiej muzyki we współczesnym komercyjnym radio są niewielkie (tam preferowane są słowa proste i kiczowate), w latach 60. i 70. piosenki pana Moczulskiego nie miały najmniejszego problemu z zaistnieniem w świadomości przeciętnego Polaka.

 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby tego utworu:

 

 

Ten również powinien brzmieć znajomo:

 

 

Okazuje się, że pan Leszek stoi za dużą liczbą piosenek z repertuaru Skaldów, zarówno tych z początków ich kariery (również tych inspirowanych folklorem góralskim), jak i tych nieco późniejszych i mniej znanych. Nie jest to oczywiście jedyna grupa muzyczna, z którą współpracował, swoimi tekstami obdarzył również m.in.:

 

Marka Grechutę,

 

 Chociaż może trudno w to uwierzyć, ta piosenka wywalczyła pierwsze miejsce na IX KFPP w Opolu. Dzisiaj byłoby to raczej niewykonalne.

 

Andrzeja Zauchę z zespołem Anawa,

 

 

Dżamble (również z Andrzejem Zauchą)

 

 

oraz całkiem niedawno Grzegorza Turnaua.

 

Sprawne oko zauważy, że autor tekstu pojawia się w teledysku.

 

Oczywiście Leszek Moczulski ma na swoim koncie również wiele tomików poezji, jednak to właśnie za sprawą tekstów piosenek udało mu się dotrzeć do większości mieszkańców Polski. To tylko potwierdza smutną regułę, że niestety poezja, podobnie jak każda inna forma literacka, zawsze będzie przegrywać z innymi dziedzinami sztuki, zwłaszcza z muzyką.

 

Czas jednak odstawić twórczość Moczulskiego-tekściarza na bok i sprawdzić, o czym pisze Moczulski-poeta w swoim najnowszym tomiku. Recenzja wkrótce.

",,Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła."
Wisława Szymborska"

Kobiety w projekcie Manhattan

Reblogowane od Notatnik Kulturalny:
Dziewczyny atomowe - Denise Kiernan, Mariusz Gądek

Recenzji "Dziewczyn..." już sporo, ale naprawdę rzecz jest warta zainteresowania - to umiejętne połączenie małej i dużej historii. Opisanie wielkich wydarzeń poprzez relacje i świadectwa pojedynczych osób, sprawia, że nawet spore nagromadzenie informacji nie przeszkadza, a czytelnik na tyle zdąży polubić bohaterów, że czeka na ciąg dalszy ich losów. 

Dołączam się więc i ja do poleceń tej pozycji. A jeżeli ktoś jeszcze jej nie czytał, albo chce mieć ją na własność, uprzejmie informuję iż dorzucam ją do pakietu na listopad, a więc warto będzie do mnie zaglądać z początkiem miesiąca (http://notatnikkulturalny.blogspot.com). 
Projekt Manhattan. Ta nazwa, nawet jeżeli nie interesowaliśmy się historią, pewnie gdzieś "obiła nam się o uszy". Stany Zjednoczone nie były jedyny krajem, który prowadził badania nad rozszczepieniem atomów i możliwością wykorzystania tego procesu jako broni w wojnie. To był wyścig z czasem, bo przecież mogli ich ubiec np. Niemcy, czy Japończycy. Stąd też nie tylko grube miliony dolarów wydawane na badanie i przygotowanie bomby, ale i ogromna tajność tego projektu. Gdyby się dobrze zastanowić, to chyba te kulisy projektu, nacisk na zachowanie tajemnicy, co przy tak złożonym procesie angażującym tysiące ludzi nie było łatwe, były tu najciekawsze.
Autorka nie tylko przekopała się przez różne dokumenty, archiwa, fotografie, ale dotarła do świadków tamtych wydarzeń - dzięki ich relacjom, te opisy budowy zakładów, w których wzbogacano uran oraz całego zamkniętego miasta wokół nich, nabierają życia i barw. Czytamy nie tylko o pracy, o różnych utrudnieniach wynikających z tajności projektu, ale też o codziennym życiu, rozrywkach, zakupach itd. Oak Ridge oficjalnie na mapach nie istniało, ale w szczytowym okresie mieszkało tam koło 75 000 ludzi! Wojsko nie miało takich możliwości by obsadzić zakłady jedynie własnymi siłami, brakowało mężczyzn do pracy, stąd też naturalne, że ściągano tam cywilów, w dużej mierze młode kobiety bez rodzin, które mogły całkowicie poświęcić się pracy.
Gdy jednak ściągasz cywilów, a w dodatku kobiety, nie możesz ich traktować jako więźniów, nie wystarczy zadbać o dach nad głową, czy też wyżywienie. To nie są roboty, które nie muszą wiedzieć czemu służy ich praca, a po swojej dniówce mają siedzieć i odpoczywać - w sposób niezamierzony przy okazji realizacji projektu Manhattan dokonał się ciekawy eksperyment socjologiczny. Wspomnienia kobiet pracujących przy projekcie (nie tylko w laboratoriach, ale również w halach produkcyjnych, albo jako sprzątaczki) fajnie pokazują te spięcia między wojskiem koordynującym projekt i potrzebami cywilów. To odkrywanie fenomenu zamkniętego miasta, którego istnienie miało pozostać tajemnicą, a jednocześnie jego mieszkańcy walczyli o prawo do normalnego życie, naprawdę mnie wciągnęło na równi z opisywanym procesem powstawania bomby. O ile szczegóły techniczne były dla mnie ciut nużące, to te wszystkie anegdoty, ciekawostki z życia mieszkańców Oak Ridge sprawiały, że książka mimo grubości dała się pochłonąć bardzo szybko.